
Jak już wspominałem we wcześniejszych postach dzisiaj się widziałem z Sylwkiem.
Było wprost świetnie :)...
Najpierw poszliśmy sobie do centrum handlowego wypić kawkę o poranku :P Ciągle rozmawialiśmy o czymś, śmialiśmy się.... po prostu świetnie się dogadywaliśmy [zresztą jak zawsze] Po kawce pojechaliśmy ruchomymi schodami na dach, żeby popodziwiać, i nawet zrobiliśmy sobie kilka wspólnych fotek :P
Później jak zgłodnieliśmy poszliśmy sobie na pizze. Oczywiście zamówiliśmy sobie jakąś z ostrą papryczka i później było "ostro" :P szczypało strasznie... na szczęście było dużo picia ;)
Po zjedzeniu pizzy, wyśmianiu kelnerki która tak samo śmiała się z nas, wyszliśmy w końcu z lokalu.
Trochę się ściemniło, nie bardzo wiedzieliśmy co jeszcze moglibyśmy zwiedzić w miasteczku :P Po krótkim namyśle postanowiliśmy że pójdziemy jeszcze raz do centrum handlowego, tym razem tylko na dach :)...
Staliśmy sobie tak na dachu i jakoś tak zebrało mi się na wspominanie, jak to przez przypadek się poznaliśmy.
Życiem, jak ktoś to kiedyś pięknie powiedział, rządzi przypadek, i tak właśnie było.... bo gdyby nie głupi przypadek to byśmy teraz sobie słodko nie rozmawiali na dachu i nie patrzylibyśmy w niebo i oświetlone budynki...
Kiedy tak sobie rozmawialiśmy miałem straszną ochotę go przytulić do siebie, ale wiedziałem że byłby to cholerny niewypał... Była już godzina 18:45 a to znaczyło ze trzeba sie powoli zbierać w stronę PKP. Tak też zrobiliśmy.
Po drodze spotkaliśmy kilku ćpunów, było nieciekawie, ale na szczęście wszystko było ok. Później jak przechodziliśmy obok pubu branżowego stał jakiś dziad ze złamanym nosem, zmierzyliśmy go wzrokiem a on do nas: "czego się gapicie pederaści" :/
To co powiedział było dla nas totalnym szokiem ;| jak on w ogóle mógł coś takiego powiedzieć?
Olaliśmy i poszliśmy na PKP.
Kupiłem bilet i poszliśmy do świetlicy zauważyłem ulotkę o jakieś zaginionej dziewczynie, zaczytaliśmy się a to słyszę z zza pleców: "Pierdolone pedały" ;| jakieś 5 pijanych starych dziadów siedziało, jarało i piło....
Było to dla mnie pewnego rodzaju obłęd...bo że tak powiem nie mam do siebie żadnych zastrzeżeń w wyglądzie, ubieram sie normalnie, mam normalny głos, zachowuję się jak normalny nastolatek, a nie jak jakaś ciota... podobnie jest z Sylwkiem.
Miałem się gościowi ochotę rzucić na szyję i ostro mu przy grzmocić żeby zobaczył gdzie pieprz rośnie...ale szanse miałbym marne... poczułem się jakby top wszystko było jakimś zasranym koszmarem.
Pod koniec jeszcze pogadaliśmy na peronie i ciepło się pożegnaliśmy [przez uściśnięcie dłoni-żeby nie było] :P