
Siedzę sobie wieczorkiem i piszę tego posta...
Kolejny dzień mojego życia dobiega końca.
Nie potrafię przestać myśleć o moim niedzielnym spotkaniu z moim przyjacielem Sylwkiem.
[odrobina historii...]
Sylwek jest moim rówieśnikiem, poznałem go na początku września... było to dokładnie 23.09. w poniedziałek... pamietam to jakby to było dzisiaj, ale nie będę tego opisywał...
najważniejsze było to ze pojawiłem sie w jego życiu w dość istotnym momencie i cieszyłem się że mogłem mu choć troche pomóc, gdyż został w bardzo chamski sposób potraktowany przez "swojego" chłopaka :(.
Od razu na początku naszej pierwszej rozmowy na gg zażuciłem propozycje żeby porozmawiać na skypie, zgodził się. Rozmawiało nam się nadzwyczaj dobrze... można powiedzieć że przypadliśmy sobie do gustu. Pamietam że to był wieczór i rozmowa przeciagnęła sie do 2:00. Kolejne rozmowy były podobne, tylko że dogadywaliśmy się coraz lepiej, można powiedzieć że poznawaliśmy się z dnia na dzień coraz to lepiej ;)
[...jak jest dzisiaj]
Mamy ze Sylwkiem za sobą już 2 spotkania i w niedzielę szykuje się kolejne...
mimo że mieszkamy od siebie prawie 50 km to nie przeszkadza nam to w przyjaźni...
Nie było dnia w którym nie rozmawialiśmy czy nie napisaliśmy sobie smsa. Mogę powiedzieć że na prawdę się bardzo z sobą zżyliśmy...
Przez tą sprawę z jego chłopakiem Sylwek nabrał dystansu do pewnego typu spraw, rozumiem go... Od razu uświadomiłem sobie że na nic więcej raczej nie mam co liczyć... nie przeszkadza mi to w ogóle gdyż Sylwek jest mi bardzo bliski, a przyjaźń dla mnie to bardzo wielka sprawa. Jest dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałem...
Chociaż... muszę się wam do czegos przyznać... ostatnio coraz częściej mam jego obraz w mojej głowie... coraz więcej o nim myślę, coraz to poważniej.
Po prostu nie wiem co się ze mną dzieje... nie wiem jak to będzie dalej, boję się że jak sie w nim zakocham to wszystko przepadnie, przepadnie nasza silna więź, a tego na pewno bym nie przeżył :(...


2 komentarze:
ech wiesz czasem przyjaźń jest lepsza niż pakowanie się w związek ale musisz dać sobie z tą sytuacją jakoś radę!!!
pozdrawiam ciepło
Widzisz, ja na przykład mam aktualnie tak Rozstaliśmy się z chłopakiem jakiś czas temu po jakichś dwóch miesiącach z mojej inicjatywy. Cóż, jestem człowiekiem, któremu potrzeba troszkę czasu na zbudowanie naprawdę silnej więzi i na zaangażowanie się, poważne myślenie o związku. Dlatego dwa miesiące to dla mnie jeszcze nic.
A rozstałem się z nim ponieważ... odżyła ze stokrotnie większą mocą moja fascynacja najlepszym przyjacielem z liceum. Znam go od 10 lat, a u mnie trzeba sobie naprawdę zarobić na miano przyjaciela. Jestem w stanie nazwać tak tylko dwie osoby w całym moim życiu. Więc dla mnie znaczy to wiele.
Zawsze myślałem, że on jest hetero, więc było to zauroczenie z góry skazane na porażkę i w końcu jakoś je stłumiłem. Jednak kilka tygodni temu okazało się, że chłopak jest gejem. Coś niesamowitego... Od 10 lat śni mi się po nocach, a tu się okazuje, że wystarczyło jedno śmielsze słowo kilka lat temu i może teraz byłoby inaczej.
W każdym razie on ostatnio swoje przeżył. Trochę za wiele. Jako jego najlepszy przyjaciel daję mu najwięcej wsparcia, jak tylko mogę. Ale za tym czai się fascynacja nim, jako facetem. On o tym wie, on to widzi. I wiem, że ja tez mu nie jestem zupełnie obojętny. Ale nie mogę na nic naciskać, chłopak musi się podnieść i otrząsnąć z kawałka swojej przeszłości.
Nachodzą mnie różne myśli. Czasem mi się zdaje, że dupa ze mnie, a nie przyjaciel, bo spotykam się z nim nie dlatego, że mnie potrzebuje, ale żeby poczuć jego obok siebie. Innym razem myślę co innego. Jedno wiem - z mojej strony nie będzie żadnego kroku. Nie zaryzykuję najcudowniejszej przyjaźni w moim życiu. Ale nadzieja pozostaje... Może pewnego dnia, znając mnie i moje uczucia, myśli, to on zrobi jakiś krok? A może nigdy nikt nic nie zrobi...
Prześlij komentarz