10/19/2007

Weekend














Dzisiejszy dzień ogólnie, nie był najgorszy chociaż początek był fatalny. Od samego rana chodziłem jak na szpilkach, praktycznie w ogóle się nie wyspałem, dodatkowo śnił mi sie taki chory sen że niby próbuję przejść nad rwąca rzeką przez most, bo ktoś na mnie czekał na drugiej stronie, jak byłem w połowie to most w pewnej chwili sie zawala i wpadam do rzeki...
Wszystkiemu pikantności doprawiła kochana mamusia która, musiała mnie tak zdenerwować, że prawie wyszedłem z siebie ;/ ...już nie mówiąc o tym że prawie się spóźniłem na autobus i nie spakowałem połowy zeszytów...

W szkole nudy że masakra, a lekcje się ciągnęły że szlag by to trafił... Skończyłem o 15:00, wyszedłem z autobusu, patrzę a tu... śnieg... rzeczywiście zaczął padać śnieg, ale padał tylko kilka godzin, bo jak wejrzałem po powrocie do domu za okno to już nie nie było po nim żadnego.

Reszta dnia była już lepsza. Wszedłem sobie na kompa, popisałem z kilkoma znajomymi, posłuchałem muzy...
Po 20:00 na gg pojawił sie Sylwek. Gadaliśmy na Skypie przez resztę wieczoru do 23:00... Sylwek zawsze jest w stanie polepszyć mi humor, nawet jeżeli jest nie wiadomo jak tragicznie. Dodatkowo myśl o naszym niedzielnym spotkaniu także robi swoje :)... Bez przerwy myślę jak to będzie, nie mogę się doczekać...

Czy ja na coś liczę? ...nie wiem

0 komentarze: